Archive for marzec, 2009

Publiczne Pokazy Jasnowidzenia.

Witajcie ponownie na mojej stronie.

Po wielu latach podjąłem w końcu decyzję o wykorzystywaniu mojego naturalnego daru jasnowidzenia, który towarzyszył mi od kiedy tylko sięgam pamięcią.

Read the rest of this entry

“Jazda Figurowa” i Jan Nowicki.

Właśnie obejrzałem program, za którym nie przepadam ale zapoznać się ze wszystkim zawsze warto. Mówię tu o odcinku “Jazdy Figurowej”, w której gościem był mistrz – Pan Jan Nowicki.

Tak się złożyło, że powiedział dokładnie to samo o aktorstwie, co ośmieliłem się napisać wczoraj na swoim blogu we wpisie pt. “Rezygnacja z kontrowersji (przynajmniej na jakiś czas)”. Aktorstwo według wielkiego polskiego mistrza polega na umiejętności zmiany osobowości, wyglądu, zachowania a nawet wieku na potrzeby roli. To umiejętność wcielania się w coś czym się tak naprawdę nie jest.

Bardzo się cieszę, że przypomniane zostało to na wizji w kolizji z postaciami a la Mroczki i Jola Rutowicz. Bardzo się cieszę, że moje poglądy są podparte tym samym poglądami specjalistów najwyższej klasy (w końcu z takich źródeł czerpałem inspirację do swoich poczynań przyszłych zawodowych).

Jeśli teraz ktokolwiek utożsama moje działania ze mną i moją rzeczywistą osobowością- to polecam obejrzenie właśnie tego odcinka, w którym padły te słowa. Aktor gra rolę. I to talent i warsztat. I nie jest to jednoznaczne z prawdziwą osobowością aktora. Aktor gra mordercę ale nim nie jest. Czasem gra kochanka i lowelasa- a jest nieśmiały. Gra biznesmena będąc czasem kiepskim menagerem swojego własnego życia. To jest to co będę powtarzał do bólu. Moje filmy nie są odzwierciedleniem mojego życia, lecz rólkami które kreuję.

Polecam  ten odcinek.

Dziękuję Panu Janowi Nowickiemu za skomentowanie Mroczków i Joli. Przykre było, że tak wielkiego człowieka pokazuje się na tle gówna. Ale cóż. Wyszedł z tego z twarzą jak mistrz.

Znudziło mi się produkowanie zbyt ostrych filmików. Postanowiłem odstawić to na bok. Niestety straszliwym faktem jest, że umiejętność “czytania między wierszami” czy też rozumienia dwuznaczności skutecznie została wydarta wielu naszym ludziskom.

Przykładowo mój film “prawdziwi Polacy” będący wręcz bezpośrednim odzwzorowaniem zachowań typowych agresywnych rodaków w dresach- nawet przez wydawałoby się inteligentnych ludzi mógł zostać źle zrozumiany.

Chodzi mi tutaj o tendencję utożsamiania aktora z jego rolą. To jest absurdem ale niestety zbyt powszechnym.  Na przykład określenie że w filmie jest “zupełnie inny Wojtek niż znam”… Przecież na tym właśnie polega aktorstwo. Nie na graniu siebie tylko kreowaniu zupełnie innych postaci. Nawet do takiego stopnia, że wydają się one tak odmienne od twórcy, że można by powiedzieć “to zupełnie ktoś inny”, Widzę coraz częściej, że ta świadomość aktorstwa i świadomość postrzegania aktorstwa niestety zanika… i efektem jest utożsamianie człowieka z tworem.

W takim przypadku dochodzi do identyfikacji. Jeśli zagram bandziora- ludzie myślą, że jestem bandziorem. Jeśli zagram sugestywnie rzucającego inwektywami dresiarza, ludzie zaczynają myśleć, że taki jestem. Bądź też rażącą różniicę pomiędzy filmem a mną uważać za coś “be” zamiast powiedzieć “ale ta postać jest różna!”.

Pamiętam rozmowę z moimi znajomymi w NIemczech. Niemcami, którzy byli pasjonatami teatru. Oglądali nagranie sztuki, w której grałem starego dziada. Nie rozumieli ni słowa lecz 1. nie poznali mnie 2. stwierdzili, że nawet głos był zupełnie inny. Jak im uzmysłowiłem kto gra “starego dziada” nie mogłi wyjść z podziwu, że tak sugestywnie można coś zagrać. Bo na tym właśnie polega aktorstwo. Nie na “recytowaniu” tekstów przed kamerą a la “Mroczki”.

Ale umiejętność rozumienia tego faktu zanika… a zbyt duża sugestywność uznawana jest coraz częściej za mankament.

To oznacza że ludzie oczekują Lindy a nie “Robaka”, Milowicza nie “postać” etc. etc. Szkoda. Kiedyś oczekiwało się od aktora tak silnego “wejścia w rolę”, żeby publiczność mówiła o roli-postaci jak o prawdziwym człowieku z krwi i kości.

I to niestety zanika.

Wycofałem filmik z dresiarstwem, żeby nie dawać argumentu idiotom że np. jestem rasistą, używam na codzień takiego słownictwa, jestem homofobem, nie znoszę gejów i tak dalej. Ten filmik był odwzorowaniem takich ludzi lecz nie ma nic wspólnego z moim patrzeniem na świat. Kpina w podtekście i absurdzie “gadek” tych dwóch typów… przestała byś zauważalna z powodów, o których piszę. Staliśmy się ludźmi, których nie rozśmieszy już polski humor sprzed lat oparty na dwuznacznościach. Staliśmy się ludźmi, których śmieszy już tylko łopatologia, czyli coś co nie wymaga myślenia i refleksji. To znaczy śmieszy “pierdzenie” a nie gra słow. Śmieszy kopnięcie kogoś w de a nie zabawa podtekstami. Szkoda.

Klucz do sukcesu…

Po doświadczeniach ostatnich kilku dni, padnięciu ofiarą paskudnych czyichś pomówień, znowu wracam myślami do pewnego wspaniałego konceptu.

Porażka nie istnieje. Istnieje tylko wynik. Podobnie jak nie ma jednoznacznie “złych” sytuacji lecz ewentualne “boje” na morzu, które nadają kierunek i sygnalizują “nie tędy droga”.

Wydawać by się mogło, że padł pewien bardzo dobry projekt, który na dzień dobry podobał się ludziom i mógł być bardzo pomocny ludziom pragnącym rozwiązywać swoje problemy. Pomysł bardzo dobry lecz droga, jak się okazało, nie ta.

Nastąpiły zawirowania włącznie ze skłóceniem ludzi, którzy znali się od lat… zupełnie bez sensu. Po prostu ktoś bardzo starannie się przyłożył do manipulacji.

Dzisiaj miało nastąpić nagranie materiału w studio i niestety… ktoś bardzo skutecznie zraził do mnie osobe bardzo znaczącą w projekcie.

Załączyła się burza mózgu owocująca kilkudziesięcioma następnymi pomysłami. Natychmiast nieomal znalazło się dobre rozwiązanie. I nie ma moim zdaniem przeszkód pt. “nieżyczliwi” ludzie w szczególności w mediach. Ciągle wielu ludziom się wydaje (w szczególności w TV), że coś od nich “zależy”. Niestety- to jest rzeczywistość… zależy coraz mniej bo wiele granic zostało skutecznie zniesionych gdy weszliśmy do Unii.

Pic polega na tym, że nie zyjemy już w Polsce lecz wielkiej Europie. I nikt, kto dobrze pomyśli nie jest skazany na Polskę, polski rynek i polskie zagrywki na tym rynku. Nie ma człowieka ani produktu, który byłby od tego bazaru uzależniony. No chyba że człowiek sam się uzależni ale to jest wybór… nie rzeczywistość. Dobre pomysły to współpraca wielu umysłów. Bez niej- nie ma owoców. Nie działa. Nie wyjdzie. Zaufanie musi być. Jak go nie ma- to szkoda zachodu dla każdej ze stron.

Nie pozostało mi nic innego jak umówić się  z innym kompozytorem (aczkolwiek podkreślam, że szkoda pięknej muzyki jaką stworzył ciągle bliski artystycznie człowiek) i do dzieła.

Drobne obsunięcie nie zepsuje niczego. Produkt pojawi się na rynku i to nie tylko polskim bo poszerzyłem opcje.

Już zyję z publikacji anglojęzycznych o czym mało kto tutaj wie. Już mam regularne dochody z pozapolskiego rynku i muszę podkreślić… że było to prostsze niż cokolwiek innego w Polsce. Sami tworzymy sobie tutaj atmosferę trudności. Sami się blokujemy myśleniem i słuchaniem “życzliwych” ludzi… którzy tak naprawdę często są trucizną dla idei… Taka jest chyba nasza polska natura. To nie Polska jest trudna lecz my sami… my sami budujemy bariery jak w tej historii o niedźwiedziu, któremu sprezentowano większą klatkę…. niedźwiedź do końca życia poruszał się w takiej przestrzeni, do jakiej przyzwyczaiła go stara klatka. Nigdy nie przekroczył nieistniejących już granic starej klatki…

I to właśnie robimy.

Dlatego też zająłem się tematami hipnozy, psychologii, umysłu, motywacji etc… bo chciałbym widzieć ludzi szczęśliwych w tym kraju. Chciałbym widzieć ludzi wracających do Polski a nie uciekających. Chciałbym słyszeć jak ludzie wzajemnie mówią sobie “możesz” a nie “oj uważaj bo Ci nie wyjdzie”. Chciałbym “odprać” mózgi naszych rodaków i umieć ich przekonać, że to co mamy zależy od nas… i tylko od nas. Nie od “Polski” lecz od tego, co myślimy.

Pomysł zostanie zrealizowany i może lepiej się stało, że nieporozumienia pojawiły się na wstępnym etapie niż później z powodu pomówień musielibyśmy włóczyć się po sądach. Lepiej teraz, niż później. Dla obu stron. Muzykę skomponuje kto inny i już. Szkoda wieloletniej znajomości lecz to jest życie. Każdy dokonuje wyboru.  Akceptuję sytuację taką jaka jest. Nie zmienia ona niczego w realizacji zamierzeń. Może zmienia w życiu ale zmian się nie uniknie, bez względu na to jak bardzo się staramy. Zmiany też są naturalną częścią życia. A może podstawową częścią życia… kto wie…

Powered by Yahoo! Answers