Dlaczego ludzie dziwią się, gdy spotykają człowieka zajmującego się wiloma rzeczami…

Z takim dziwnym zachowaniem spotykam się dość często. Przeciętnemu człowiekowi, wychowanemu (albo raczej „wychodowanemu”) na niewolnika jednej pracy, jednej „kariery” i jednego „kierunku” może być to „inne”.

Często słyszę, że skoro „wykształciłem” się na aktora w szkole… to powinienem nim pozostać a nie zajmować się „brzuchomówstwem”, „hipnozą” lub „firewalkingiem”. Osoby, które to wypowiadają to najczęściej ludzie, którzy 30 lat spędzili w jenej dziurze, będąc niewolnikami jakiegoś „szefa”…

To nie dla mnie. NIe jestem niewolnikiem. To ja wybieram, co odpowiada mi w życiu. To ja wybieram to, co chcę robić a nie co „powinienem” lub „muszę”.

Nie mam pretensji do ludzi, którzy tak chcieliby bardzo zamknąć mnie w „puszce”.

Są ludzie wytresowani na ukryte niewolnictwo jakim jest praca dla kogoś za stałą pensję, bez możliwości decydowania o swoim czasie i zarobkach. Są ludzie, którym skutecznie wmówiono „wartość” jednej i jedynej pracy versus działalność samodzielna.

Patrząc na wszystkich moich znajomych, którzy poddali się takiemu myśleniu, nie rządzą swoim czasem, lecz ktoś im wydziela „wolne” lub „urlop”… podjąłem decyzję, że nie chcę żyć w taki sposób. Dla mnie to nie byłoby życie, tylko wegetacja. Iluzja bezpieczeństwa do momentu… gdy mnie szef wypierdzieli bo zrobi „restrukturyzację” w firmie.

Widzę, jak ludzi dziwi kombinacja moich umiejętności. I cieszy mnie to. Tego właśnie chciałem. Kombinacji umiejętności z różnych dziedzin, bo tylko w ten sposób można doświadczać rzeczywistego życia, innego patrzenia na to, co dookoła się dzieje. I wbrew pozorom nie jest to takie trudne.

Człowiek uczy się całe życie. Codziennie. Bez ustanku czegoś się uczy… To maszyna, która ciągle się czegoś uczy. Moim zdaniem pozostaje tylko wybór „czego” się uczy.

Od lat poświęcam większość swojego czasu na naukę i zdobywanie wiedzy. Codziennie kilka godzin. Nie umiem bez tego żyć. Ciągle się uczę. Ciągle czytam, słucham, oglądam… Jak mnie zafascynuje jakiś temat, potrafię wydać kupę kasy na książki, wideo, kursy, programy… bez opanowania. Potrafię „wejść” w temat do skrajności. To powodowało, że zawsze szybko stawałem się niezly w tym co robiłem. Temu poświęcałem czas nawet podczas wizyty w toalecie.

Dlatego moja wiedza jest coraz szersza. Hipnoza, psychologia, manipulacja, brzuchomówstwo i aktorstwo, ekstremalna motywacja (firewalking – czyli przeprowadzanie ludzi po rozżarzonych węglach) a także tarot, rozwijanie umiejętności jasnowidzenia…

Jeśli dobrze się zastanowicie dostrzeżecie, że tematy te zazębiają się w jakimś stopniu. Wynikają jeden z drugiego a nawet przenikają się. Wywieranie wpływu z aktorstwem. Aktorstwo z hipnozą sceniczną i brzuchomówieniem by bawić publiczność. Firewalking, hipnoza i NLP, żeby poznawać to co jest możliwe dla człowieka… co jest możliwe dzięki jego umysłowi. Tarot i jasnowidzenie dla „sprawdzania” tego, co może nasz niezbadany umysł… i tak dalej… i tak dalej.

Gdy bawię się w aktorstwo, znajduję odwołania w NLP i hipnozie. Gdy bawię się w brzuchomówstwo- widzę powiązania z hipnozą estradową i manipulacją. To wszystko jeden wielki a nawet gigantyczny obraz.

Cóż w tym dziwnego? Przecież tak właśnie żyli ludzie renesansu. Przecież tak właśnie postępowali najwięksi tego świata. Wolę iść takim śladem, niż śladem ludzi jednostronnych.

„Specjalizacja” jest bzdurą. Mój wujas jako lekarz zrobił ekspresowo na wysokich obrotach i z wysokimi „punktami” z pięć specjalizacji i jeszcze robi! Człowiek ma tylko takie ograniczenia, w jakie wierzy. Gadanie o „jedym” zawodzie do końca życia jest dla ludzi w sumie chyba leniwych… bo nie mogę powiedzieć, że „tchórzliwych”… Dlaczego?

Zastanawiam się bowiem nad jedną rzeczą… pewien paradoks… niby trzyma ich przy tej jednej pracy „bezpieczeństwo”… a przecież to nie istnieje w przypadku „jednej pracy”. Tysiące zwolnień w ciągu roku w różnych firmach jest tego dowodem. Dla porównania- upadające firmy- na palcach jednej ręki policzyć. Bezpieczniej mieć własny biznes niż pracować dla kogoś…

Wydaje mi się, że chodzenie do jednej pracy przez lata wymaga naprawdę „jaj”. Ja bym nie mógł. Szlag by mnie trafił po miesiącu. Nie mógłbym tego znieść. Udawanie przed samym sobą, że wszystko jest „ok”, bo mamy stałą pracę, powierzanie życia jakiemuś „szefowi”… to chyba jednak jest odwaga. Bycie niewolnikiem wymaga wysiłku o wiele większego, niż bycie przedsiębiorczym.

Staram się zrozumieć ludzi jednostronnych. I nie podoba mi się to. Wolę się rozwijać do końca życia. Zdobywać nowe cele, nowe umiejętności, wiedzieć o życiu więcej i więcej. I tylko wolny zawód pozwala mi na bezgraniczną kontrolę nad tym co robię. Pozwala mi na spędzenie miesiąca nad książkami. Albo tygodnia lub dwóch za granicą na jakimś szkoleniu czy konferencji. Albo roku nad nową umiejętnością. Zwyczajna praca nie daje tego komfortu. To oddawanie swojego życia, za niewielką kasę i wciskanie sobie samemu kitu, że to nas rozwija…

Może po przeczytaniu takiego wpisu, Ci niektórzy ludzie zrozumieją… dlaczego zajmuję się tyloma rzeczami. To proste. Jednego dnia hipnoza. Drugiego motywacja. Trzeciego pobawię publiczność z Eustachym. Szóstego dnia spotkam się z ludźmi, których interesuje „co jest po drugiej stronie”. W wolnych chwilach przeczytam następne książki i zapoznam się z nowymi materiałami. Przy okazji przesłucham materiały audio i obejrze filmy jakie mi się podobają. Codziennie na wysokich obrotach. Ale na obrotach, które kocham i które ja sam ustawiam.

Kocham życie i jedno co mnie wkurza… to to… że nie wystarczy mi go na nauczenie się wszystkiego tego, co jeszcze bym chciał. W związku z tym, korzystam z każdej chwili… by zrobić tyle, ile zrobić mogę. Odwlekanie nie ma sensu. Jutro może nas już nie być. Nikt tego nie wie ile tak naprawdę jest mu przeznaczone. I „jednostronność” też jest odbieraniem sobie możliwości, tak jakbyśmy mieli 100 żyć do wyboru i zawsze mogli „później”.

Drodzy „jednostronni”… zamiast się dziwić, zabierzcie się za swoje życie i doświadczajcie go w pełni… przestańcie być niewolnikami z wyboru. Nikt Wam nie broni się rozwijać i podejmować różne działania. Jak dobrze się zastanowicie, to dojdziecie do wniosku, że największymi wrogami jesteście dla siebie tylko Wy sami. Tylko to co myślicie Was ogranicza. Skończcie samoograniczanie i przestańcie się dziwić tym, którzy się uwalniają…

Pozdrawiam Was.