O odcinku 2 „Liście do Weroniki”

Podobnie jak to było z pierwszym filmem wykorzystałem pewne duże prawdopodobieństwo zdarzeń aby opublikować ten drugi „odcinek”. Podczas rozmowy ze znajomym, także specjalistą od spraw mediów i tym podobnych rzeczy, doszedłem do wniosku, iż najlepsze są „seriale” i że to wyjście będzie także nośne.

To czy Weronika jako człowiek istnieje czy nie, pozostanie moją tajemnicą.

Znany jest w psychologii tzw „efekt Wertera”, czyli nie do końca udokumentowane zjawisko naśladownictwa. Np według Cialdiniego, publikacje na temat wypadków samochodowych w jakiejś gazecie powodują wzrost wypadków samochodowych w regionie, gdzie publikowana jest owa gazeta. Są to tylko domniemania ale podobnie jak wiele innych teorii, uznawana często za jednoznaczną prawdę. Niestety ludziska bardzo często nie potrafią odróżnić hipotezy od tezy, teorii od faktów i to właśnie zostało przeze mnie użyte. Ludziska gdzieś słyszeli o tym, że zapowiedź samobójstwa może wywołać lawinę podobnych zapowiedzi i dlatego uwierzyli w treść materiału. Bardzo chętnie też próbowali mnie oskarżać o to, że właśnie jestem winien śmierci Weroniki. Jest tutaj pewien absurd. Jeśli twardo będziemy trzymać się tej teorii, to nie mamy szans jeśli ujawnimy swoją depresję i myśli samobójcze, bo zaraz zostaniemy oskarżeni o podsuwanie takowych myśli innym! Absurd.

Obrzydliwe wykorzystywanie nieudowodnionych jeszcze do końca teorii przeciwko osobie słabej (bo taką postać stworzyłem na poczet filmu). To tyle co mogę powiedzieć. Narzędzie lub pretekst do „dowalenia”.

Film spowodował to, co było oczekiwane. Reakcje emocjonalną z pominięciem jego zawartości merytorycznej. Gdzie wchodzą w grę emocje, tam często intelekt wysiada. Nad wkurzonym tłumem można mieć władzę, jak się wie „jak ją uzyskać”. Udowodnił to choćby Hitler. Pozostaje tylko pytanie o cele w jakich wykorzystuje się ten potencjał. I mam nadzieję, że po moich eksperymentach wielu ludzi zastanowi się nad tym „kto” próbuje na nich wpłynąć.

Mój cel był prosty. POKAZAĆ JACY JESTEŚMY PODLI WOBEC LUDZI SŁABYCH I JAK NASZE PAŃSTWO DOBIJA SŁABYCH NIEUDOLNYMI USTAWAMI. I jak stwierdził Dr Adam Sandauer w jednej wypowiedzi- odniosłem oszałamiający sukces. Uwierzyli w to nawet „specjaliści” od psychologii i tym podobnych… a oczekuje się od nich umiejętności rozpoznawania pewnych spraw, prawda?

Jeśli dobrze posłuchacie materiału to zauważycie, że bazuje on na bardzo prostych niedomówieniach, które wywołują nic innego jak domysły. Znowu ani razu nie pada słowo, że popełnię samobójstwo. Mówię o „rezygnacji z zamiarów” a odczytywane jest to „zrezygnuje z samobójstwa”. Dlaczego tak się dzieje? Temu tematowi poświęcony został rozdział w mojej książce.Co jeszcze zostało wykorzystane? O tym też w mojej książce.

Ten drugi „odcinek” był podbiciem atmosfery wynikającej z pierwszego filmu. I podobnie jak poprzedni- był tylko pewnego rodzaju fikcyjnym tworem nie mającym się nijak do rzeczywistości poza tym, że zaproponowałem w nim „prawdopodobną rzeczywistość”, która natychmiast została przyjęta jako „fakt”. Orson Welles stworzył emocjonalną historię o Marsjanach i też ludzie uwierzyli. I to, że minęło kilkadziesiąt lat nie zmienia faktu, że ciągle jesteśmy podatni na manipulacje mediów. Oswoiliśmy się z mediami ale to nie znaczy, że nauczyliśmy się je rozumieć. Każdy, nawet najbardziej absurdalny temat może stać się wiarygodny, jeśli wprowadzony zostanie do obiegu społecznego w odpowiedni sposób.

Ujmując krócej. Ten film to faktoid. Dlaczego? Ponieważ został nagłośniony przez wiele mediów, do których brak wielu ludziom zdrowego dystansu i został potraktowany jako fakt faktem nie będąc ani przez sekundę. Został odebrany jako film dotyczący „mojego samobójstwa” i próby ucieczki przed „obietnicą”. Tak jakby rezygnacja z samobójstwa była czymś złym.

Rządna krwi internetowa gawiedź podchwyciła to i pomogła w nagłośnieniu „sprawy”, która tak naprawdę nie istniała. Dzięki tej szarej masie film dotarł także tam, gdzie dotrzeć miał. Do ludzi, którzy myślą i zastanawiają się nad tym, w jaki sposób traktowani są w Polsce ludzie słabi. Każdemu przedsiębiorcy zalecam traktowanie „szarej masy” internetowej jako narzędzia promocji. Jest w tej grupie społecznej ogromny potencjał, drodzy Państwo!

Zachęcam do przeglądu „obrzydliwości” jakie powstały wokół tego tematu. Zarówno prymitywne plotkarskie media jak i ich „czytelnicy” popisali się przed całą Polską i pokazali, jak wiele podłości w nich drzemie, jak wiele frustracji, jak wiele nienawiści.

Potwierdziło to moje domniemania, że nasze społeczeństwo nie jest w ogóle przygotowane na szacunek i wyrozumiałość do ludzi skrzywdzonych.

Zastanówcie się… Czy chcielibyście być potraktowani tak jak fikcyjna postać „Glanca samobójcy” stworzonego przeze mnie na rzecz eksperymentu, gdy będzie Wam źle? Czy chcielibyście aby ludzie Was „dobijali” za to, że macie chwilę słabości? Czy chcielibyście aby Wasze dzieci były szkalowane, tylko dlatego, że mają na przykład stany depresyjne? Czy chcielibyście aby ktokolwiek naciskał na Was wrzeszcząc „skacz”, gdy znajdziecie się nad przepaścią?

Wątpię, pod warunkiem, że jesteście w stanie wyobrazić sobie taką możliwość. A w naszym dziwnym kraju to już nie jest możliwość tylko rzeczywistość.

Obojętne są mi wpisy internautów i opinie niektórych idiotów z plotkarskich mediów. Oni byli też potrzebni do eksperymentu.  Ale…

Rola jest rolą. Aktorstwo jest aktorstwem. I te wszystkie obelgi potwierdzają jedno. Że rola została zagrana naprawdę skutecznie i przekonywująco.

Wspominając jeszcze raz zdanie Dr A. Sandauera „Eksperyment Pana Wojtka Glanca odniósł wielki sukces”. Dziękuję także Panu A. Sandauerowi za subtelne porównanie mnie do Kantora.

A Weronikę przywołaną do dalszego życia (przez tabloidy bardziej niż przeze mnie), pozdrawiam serdecznie. I chyba poproszę… aby nie przyznawała się nigdy do chęci samobójczych… bo ludzie ją dobiją. Zanim popełni samobójstwo… albo po rezygnacji z tego zamiaru… za niedotrzymanie słowa.

Samobójcy nie mają narazie żadnych szans w naszym społeczeństwie. Są skazani na śmierć bez względu na zachowanie. Nawet jeśli przeżyją… to ludzie ich dobiją.