O odcinku 3 „Liście Pożegnalnym przed końcem ostatecznym”

Tak jak wspominałem wcześniej, moim celem było uwydatnienie stosunku do ludzi słabych jaki istnieje w naszym społeczeństwie. Moim zdaniem ludzie na pograniczu, w szczególności gdy zostaną pokrzywdzeni przez media… nie mają najmniejszych szans. Zostają „odczłowieczeni”, wyjęci spod ludzkich praw i stają się żerem dla zgrai agresywnych ciemniaków.

Trzeci odcinek był kulminacyjnym filmem. Udowodniłem, że w Polsce można uciekać się do wszelkich możliwych środków aby zaszczuć człowieka, w szczególności jeśli policji i innym pokrewnym instytucjom media patrzą na ręce. Do osiągnięcia tego celu potrzebny był ten trzeci i „ostateczny” odcinek.

Zacytuję jednego policyjnego uchowaj Boże naczelnika: „media nam patrzą na ręce i musimy załatwić tą sprawę” lub „współpracujemy ze stacją TV…” lub stwierdzenie, że gdybym nie był „znany” z telewizji, to zostawiliby mnie w spokoju. Dajcie człowieka a paragraf się znajdzie. Wiedziałem o tym od samego początku. I jak się okazało, nie przekroczyłem prawa- natomiast prawo zostało nadużyte wobec mojej osoby. Na szczęście prokuratura zainteresowała się poniekąd sama panem naczelnikiem.

Oczywiście film zawiera wiele elementów prawdziwych i jak zwykle nie ma w nim sformułowania „popełnię samobójstwo”. I nie było od samego początku eksperymentu. Takowe sformułowania dodały rządne sensacji media plotkarskie. Dołożyłem troszkę obelg. Bo przecież osoba zaszczuwana nie bawiłaby się raczej w poprawne politycznie argumentowanie, prawda?

Oczywiście, wzbudzenie sensacji było w przypadku tego artystycznego zamiaru jak najbardziej wskazane. Natomiast reakcja policji, która była informowana o wszystkim od samego początku była reakcją na pograniczu totalitaryzmu.

Mogę zrozumieć media szukające sensacji. Ale policji, której się ufa, która wie o wszystkim od samego początku, wie, że to tylko eksperyment i mimo to posuwa się do podstępów aby „załatwić kolesia”… tego nie chcę zrozumieć.

Jak za Stalina- „dajcie człowieka a paragraf się znajdzie”.

W filmie mówię enigmatycznie, sugestywnie, dając odbiorcy możliwość domysłów.

Odwołując się do S. Kinga i jego książki „Jak pisać- podręcznik rzemieślnika”, należy pozostawić sporo przestrzeni wyobraźni odbiorcy. I odbiorcy, zaprogramowani nagłówkami o sensacyjnych treściach- ulegli eksperymentowi jeszcze bardziej. I takim „nagłówkom” jak hipnozie- ulegnie każdy, kto nie wie jak się bronić przed medialną manipulacją.

Podsumowując- w Polsce człowiek na pograniczu ma małe szanse na ratunek czy pomoc. Jeśli ośmieli się „poskarżyć”, musi liczyć się z agresją otoczenia, podżeganiem do samobójstwa, brakiem zrozumienia etc. I „pomoc” lekarska (psychiatryczna) jaka jest oferowana w naszym kraju też pozostawia wiele do życzenia. Pomoc jest tylko na papierze „odbebnioną procedurą”. Faktem jest, że pacjent oddziału psychiatrycznego jest traktowany gorzej niż zwierzę i więzień. Jest traktowany z założenia jako „coś”, co nie ma własnego zdania. Jest okradany w szpitalu i nikt go nie słucha. Jest terroryzowany przez salową i sprzątaczki bo przecież jest „niczym”. Nawet będąc profesorem jest nazywany przez specjalistki od szorowania kibli „ty”. Często na racjach głodowych, bez dostępu do środków czystości, obdarty ze wszystkiego na łasce humorów wkurzonego lekarza dyżurnego. Jego rodzina też z założenia często bywa traktowana delikatnie mówiąc „źle”. Proponuję abyście Państwo dobrowolnie przeszli się po oddziałach psychiatrycznych w Polsce a przekonacie się, że tuż obok w Waszym mieście jest coś, co bardzo przypomina obozy koncentracyjne.

Proponuję także, abyście zobaczyli wpisy pod moimi filmami- do czego posuwają się ludzie w takich sytuacjach.

To świadczy o bardzo dużej niedojrzałości naszego społeczeństwa. O tym, że nie dorośliśmy jeszcze do Europy pod wieloma względami. Między innymi z takich właśnie powodów traktowani jesteśmy poza granicami kraju lekko „pobłażliwie”.

W Europie ludzi słabych otacza się opieką. W Polsce- terrorem w świetle „ustaw”. I cytując jedną kobietę:

„skoro jest kaleką na wózku, to niech siedzi w stodole a nie domaga się windy w bloku”.

Teraz drodzy Państwo pomyślcie o jeszcze jednym. To wszystko było tylko „fikcją”. A co by było gdyby ktoś naprawdę chciał popełnić samobójstwo „publicznie”? Jestem przekonany, że mielibyśmy już ofiarę śmiertelną. Ale za to policja byłaby zadowolona, że „zrobiła wszystko”, lekarz psychiatra także, internauci (ci niezrównoważeni) byliby zadowoleni z widowiska a Ci co nie dowierzali… mieliby wyrzuty sumienia.

Ale na szczęście to był tylko film.