Rezygnacja z kontrowersji (przynajmniej na jakiś czas).

Znudziło mi się produkowanie zbyt ostrych filmików. Postanowiłem odstawić to na bok. Niestety straszliwym faktem jest, że umiejętność „czytania między wierszami” czy też rozumienia dwuznaczności skutecznie została wydarta wielu naszym ludziskom.

Przykładowo mój film „prawdziwi Polacy” będący wręcz bezpośrednim odzwzorowaniem zachowań typowych agresywnych rodaków w dresach- nawet przez wydawałoby się inteligentnych ludzi mógł zostać źle zrozumiany.

Chodzi mi tutaj o tendencję utożsamiania aktora z jego rolą. To jest absurdem ale niestety zbyt powszechnym.  Na przykład określenie że w filmie jest „zupełnie inny Wojtek niż znam”… Przecież na tym właśnie polega aktorstwo. Nie na graniu siebie tylko kreowaniu zupełnie innych postaci. Nawet do takiego stopnia, że wydają się one tak odmienne od twórcy, że można by powiedzieć „to zupełnie ktoś inny”, Widzę coraz częściej, że ta świadomość aktorstwa i świadomość postrzegania aktorstwa niestety zanika… i efektem jest utożsamianie człowieka z tworem.

W takim przypadku dochodzi do identyfikacji. Jeśli zagram bandziora- ludzie myślą, że jestem bandziorem. Jeśli zagram sugestywnie rzucającego inwektywami dresiarza, ludzie zaczynają myśleć, że taki jestem. Bądź też rażącą różniicę pomiędzy filmem a mną uważać za coś „be” zamiast powiedzieć „ale ta postać jest różna!”.

Pamiętam rozmowę z moimi znajomymi w NIemczech. Niemcami, którzy byli pasjonatami teatru. Oglądali nagranie sztuki, w której grałem starego dziada. Nie rozumieli ni słowa lecz 1. nie poznali mnie 2. stwierdzili, że nawet głos był zupełnie inny. Jak im uzmysłowiłem kto gra „starego dziada” nie mogłi wyjść z podziwu, że tak sugestywnie można coś zagrać. Bo na tym właśnie polega aktorstwo. Nie na „recytowaniu” tekstów przed kamerą a la „Mroczki”.

Ale umiejętność rozumienia tego faktu zanika… a zbyt duża sugestywność uznawana jest coraz częściej za mankament.

To oznacza że ludzie oczekują Lindy a nie „Robaka”, Milowicza nie „postać” etc. etc. Szkoda. Kiedyś oczekiwało się od aktora tak silnego „wejścia w rolę”, żeby publiczność mówiła o roli-postaci jak o prawdziwym człowieku z krwi i kości.

I to niestety zanika.

Wycofałem filmik z dresiarstwem, żeby nie dawać argumentu idiotom że np. jestem rasistą, używam na codzień takiego słownictwa, jestem homofobem, nie znoszę gejów i tak dalej. Ten filmik był odwzorowaniem takich ludzi lecz nie ma nic wspólnego z moim patrzeniem na świat. Kpina w podtekście i absurdzie „gadek” tych dwóch typów… przestała byś zauważalna z powodów, o których piszę. Staliśmy się ludźmi, których nie rozśmieszy już polski humor sprzed lat oparty na dwuznacznościach. Staliśmy się ludźmi, których śmieszy już tylko łopatologia, czyli coś co nie wymaga myślenia i refleksji. To znaczy śmieszy „pierdzenie” a nie gra słow. Śmieszy kopnięcie kogoś w de a nie zabawa podtekstami. Szkoda.