„Samobójstwo przed kamerą” nie było „żartem”.

Drodzy przyjaciele. Nie mogę pozostawić tego tematu ot tak sobie, żeby każdy myślał tak, jak chciałyby tego plotkarskie media a w szczególności szmatławiec typu „Pudelek”.

Jako podsumowanie całego medialnego zjawiska, jakim było domniemane „samobójstwo przed kamerą”, wyemitowany został wywiad ze mną w programie „Happy Hour”. Oczywiście w sposób wesoły i pogodny, w ciasnych ramach programowych wyjaśniałem telegraficznie o co w tym wszystkim chodziło. Miałem tylko 9 minut.

Faktem jest, że można nazwać to „samobójstwo”  medialną „prowokacją”, aczkolwiek słowo „prowokacja” ma raczej pejoratywne zabarwienie w naszym codziennym języku.  Fakt jednak jest faktem. Chcę ludzi prowokować do myślenia na temat naszych zachowań, naszego poziomu reakcji wobec czegoś co powinno być ustawowo wręcz chronione przez podłością prymitywnej części naszego społeczeństwa. I „samobójstwo przed kamerą” takową prowokacją jest. Wystarczy popatrzeć na skalę nienawiści i zajadłości której ślady są do dzisiaj. Spora część internautów chciała krwi. I teraz jest wściekła, że jej nie zobaczyła. Dlatego będą się teraz wybielać i uszlachetniać oskarżając mnie o „żartowanie” z tak „poważnych spraw”.

Oczywiście, co było jak najbardziej do przewidzenia, aczkolwiek nie do uniknięcia- stało się to wszystko pożywką dla niezrównoważonych ludzi pracujących dla plotkarskich mediów. Oto po emisji wywiadu, znany szmatławiec opublikował głupkowaty artykuł o tytule „Nie zabiłem się! ŻARTOWAŁEM!”.

Po pierwsze- chcę podkreślić, że ani razu nie powiedziałem, że się zabiję. To przypisały mi właśnie takie brukowe pisemka… i niestety jak u Orsona Wellesa… za nimi podążyły media bardziej poważane. To straszne, że media takie jak Newsweek pomimo długiej rozmowy ze mną, także opublikowały tego typu bzdet i przekłamanie. I nie ma innego wyjścia jak uznać, że Newesweekowy redaktor zrobił to z premedytacją dla sensacji. Dlatego nie opublikował wywiadu lecz swoje opinie. Wywiad wymagałby autoryzacji a ja na pewno nie podpisałbym się pod hasłem, że się zabiję.

Po drugie- w wywiadzie nie ma mowy o „żarcie”. Aby uznać to za „żart” to niestety moim skromnym zdaniem, trzeba mieć bardzo ograniczoną wyobraźnię. Albo samemu myśleć w takich kategoriach. Jeśli ktoś podejrzewa, że to był „żart” to znaczy, że sam myśli o takiej możliwości „żartowania”. mojego punktu widzenia, żartem to nie było. „Żart” robi się dla śmiechu. Ja zrobiłem to by sprowokować ludzi do chwili zastanowienia.

Pudelek celowo manipulował tytułami i informacjami. Dla sensacji. Jest to medium plotkarsko-sensacyjne i z założenia zajmuje się treściami skandalicznymi i plotkarskimi. A plotka jest definiowana w słownikach językowych jako niesprawdzona lub kłamliwa pogłoska, powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. Ot i wszystko. Pudelek żyje z plotek i tanich sensacji. I robi to celowo. Jeśli wiemy, że robi to celowo i czytamy z przymrużeniem oka, to wszystko jest w porządku. Jeśli natomiast zaczynamy mu wierzyć (co zaczęli także robić rzekomo „poważni” dziennikarze), to może to być niebezpieczne. Jeśli oglądamy horror i mamy do tego dystans to wszystko jest w porządku. Jeśli oglądamy i wierzymy, że to prawda… to w zależności od naszego wieku powinniśmy się wybrać do przedszkola lub psychoterapeuty.

Nie „żartowałem”. Mogę zgodzić się ze słowem „prowokacja”. Jak najbardziej ze słowem „performance” ale nie „żart”. Obraźliwe jest to porównanie dokonane przez ludzi, którzy żartują sobie w budkowo-piwny sposób.

Po co to zrobiłem- już powiedziałem. Popatrzcie właśnie na to. Popatrzcie do czego mogą posunąć się anonimowi internauci pod wpływem już nie anonimowych mediów. Internauci robią to z różnych pobudek. Autorzy plotkarscy- dla kasy. Za wszelką cenę. Tacy ludzie sprzedaliby własną matkę dla sensacji prawdopodobnie.

Tak więc wracając do tematu „żartu”.

Ani razu nie powiedziałem, że to „ja popelnię” samobójstwo.

Ani razu nie powiedziałem, że to „żart”.

Tego typu stwierdzenie (z wyjątkiem sarkazmu) było by podpiłowywaniem prowokacji jaką stworzyłem. Byłoby nafajdaniem we własne gniazdo. Zgnojeniem i samo-sabotażem.

Był to performance. Prowokacja. Kij w mrowisko. Podpucha. Ale nie „żart”.

Czym jest performance??? Zainteresowanych odsyłam do encyklopedii.


A jeśli moj pogodny nastrój w studio traktujecie  jest jako „śmianie się z ludzi”, to jest to tylko i wyłącznie Wasza interpretacja pod wpływem opisywanych mediów i tylko Wy za nią jesteście odpowiedzialni. Nikt inny. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to co sam myśli. I odpowiedzialny jest za swój stosunek do świata. Za to co dzieje się w naszych głowach- jesteśmy odpowiedzialni tylko my sami. Za pozwolenie sobie na to, by nam ktoś prał mózg… też jesteśmy odpowiedzialni sami przed sobą. Chociaż w tych publikacjach trudno się jeszcze doszukiwać typowych znamion „prania mózgu”. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał… to znaczy, że może sami zaczęliśmy sobie prać mózg…

Pewne rzeczy są faktami. Pewne interpretacją faktów. A interpretacja, jest zależna tylko od nas, zakładając, że wykorzystujemy chociaż odrobinę umiejętność myśłenia.

Pudek Was okłamał. Ponieważ robi to profesjonalnie i jest to powszechnie wiadome, że publikują „kaczki dziennikarskie” (chociaż przekraczają granice)… nie wiem, czy można mieć do nich pretensje. Złapali temat „chodliwy” i się go trzymali za wszelką cenę. I to wielokrotnie. Artykuł po artykule… bełkot.

I mała prośba na koniec. Nie wykręcajcie „kota ogonem”, tylko zwróćcie uwagę na to co chcę przekazać. To proste. Popatrzcie jak traktowani są ludzie słabi w Polsce. Podoba Wam się to? Bo mi nie…